2007-07-20

ROZRYWKA

FILM: GEORGE MICHAEL INNA HISTORIA

Nie dla wszystkich...
Jeżeli masz na karku te trzy albo cztery dychy, po prostu musisz iść do kina. Spotka cię tam coś absolutnie niezwykłego - szalona podróż w czasy twojego dzieciństwa. Podróż do źródeł kiczu, w samo serce niepowtarzalnych, jedynych w swoim rodzaju lat 80. Nie obędzie się bez łezki w oku; wychodząc z kina, jedno wiemy na pewno - już nigdy w historii kultury kicz, obciach i całkowity brak dobrego gustu nie zostaną wyniesione na taki piedestał. A co ma do tego George Michael? Ano tyle, że jest on niepodważalnym symbolem tamtych czasów.

Niesamowita mieszanka...
Na pierwszy rzut oka zrealizowany przez Southana Morrisa George Michael: Inna historia to typowy muzyczny dokument o tematyce biograficznej. Z rzeszy podobnych obrazów wyróżniają go dwie rzeczy. Przede wszystkim niesłychanie solidna robota. Mamy tutaj wszystko, czego można oczekiwać od tego typu filmu - staranny, ale i brawurowy kolaż wideoklipów poprzetykany jest archiwalnymi nagraniami z najważniejszych, czasami wręcz historycznych koncertów artysty. Drobiazgowo nakreślona chronologia kariery George'a Michaela okraszona jest kapitalnymi przerywnikami, np. wypowiedziami jego przyjaciół, konkurentów, wrogów i fanów. O Michaelu opowiedzą nam Elton John, Mariah Carey, Sting, Noel Gallagher i Boy George. I nie będą to okolicznościowe laurki.

Spowiedź...?
Jeszcze istotniejsza okazuje się druga cecha wyróżniająca ten film. Ewidentna magia wibrująca między oboma autorami scenariusza. A są nimi reżyser (Southan Morris) i sam George Michael. W jaki sposób Morris namówił Michaela na tak dalece idącą szczerość? Ten film nie jest opowieścią, on jest spowiedzią, intymnym pamiętnikiem. Nie dziwi to, że bohater umie przekazać widzowi dziką euforię, jaka towarzyszyła mu w drodze na sam szczyt. Ale zaskoczeniem jest już to, z jaką szczerością, dystansem i - o dziwo - humorem opowiada o przebudzeniu swojego homoseksualizmu. Dalej będziemy świadkami tego, jak życie Michaela naznaczyły kolejne tragedie, których głównym bohaterem była prawie zawsze niepotrzebna i bezsensowna śmierć. Bez obaw, Morris nie zanudza łzawymi historyjkami, nie ma tu sztucznie kreowanego wzruszenia. Ale wesoło też nie jest.

Barwna historia...
Właśnie wzloty i upadki George'a Michaela wyznaczają rytm tego filmu. A jest to rytm gęsty i intensywny. Naprawdę - na tym filmie po prostu nie da się nudzić. Początek i apogeum kariery Michaela przedstawiono z energią, która natychmiast udziela się widzowi. Całe kino przytupuje, podśpiewuje, wybucha śmiechem. Chwilę później prawda o życiu George'a Michaela przełamuje stereotyp łatwego i barwnego rockowego życia w świetle jupiterów. Ale na tym nie koniec. Southan Morris podejmuje próbę odpowiedzenia na pytanie: jaki jest naprawdę George Michael? A więc jest zarozumiałym, egocentrycznym burakiem. Zniewieściałym i histerycznym. Ale jest też gigantem popkultury. Nie byłby nim, gdyby nie jego niezłomność. Bo ten w gruncie rzeczy prosty i pozbawiony gustu chłopak jest jak feniks - podnosi się po każdym ciosie.

Co jeszcze?
Ale to, co decyduje o absolutnej wyjątkowości tego filmu, to wspomniany na początku tej recenzji socjologiczny obraz lat 80. Obraz szczególnie cenny teraz, kiedy po dwudziestu latach zyskaliśmy dystans, który spowodował powrót totalnej mody na lata 80. Więcej zdradzić nie można... Film na pewno jest godny obejrzenia...

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar