Strona

2018-06-09

Czy wiesz, że...

Jęczmień, wróżbita i królik, który podobno zdechł. Testy ciążowe, jakich nie znacie

Co ma wróżbita, a tym bardziej królik do testów ciążowych? Jak dzięki zbożu określano płeć przyszłego dziecka? I kim była Margaret M. Crane, o której świat dowiedział się znacznie za późno?

 
 
 

Historia "wróżbity"

Lata 70., Stany Zjednoczone. W jednej z firm farmaceutycznych pracuje 26-letnia Margaret M. Crane. Jest graficzką komputerową. Jak się okazuje, jej kreatywność wyszła daleko poza projektowanie wzorów ozdabiających opakowania i tubki. Młoda Margaret, dość przypadkowo, zainteresowała się stojącymi w laboratorium tubkami do testów ciążowych. I w tym momencie zaświtała jej w głowie rewolucyjna myśl: przecież kobiety mogłyby korzystać z takich testów w zaciszu swoich domów!

Od myśli do czynu, Crane opracowała prototyp takiego testu. Jak wyglądał? Była to tubka z odczynnikiem, do której wkrapiało się mocz i wypatrywało – z mniejszym lub większym zniecierpliwieniem – czerwonego koloru, na który zabarwiało się dno tubki. Na wynik trzeba było czekać 2 godziny. Długo, powiecie, w porównaniu do tych kilku współczesnych minut. Ale była to zawrotna, rewolucyjna prędkość. Zanim test został rozpropagowany, kobiety czekały na wyniki przeciętnie 2 tygodnie i mogły go wykonać wyłącznie w gabinecie lekarskim. Zanim prototyp doczekał się masowego wprowadzenia na rynek, Amerykanki znów musiały czekać – aż 10 lat. Crane odsprzedała swój patent za symbolicznego dolara, ale jej nazwisko poszło w zapomnienie. Świat dowiedział się o niej dopiero, kiedy wiele lat później wystawiła swój prototyp na aukcję. Ten uzupełnił zbiory Muzeum Historycznego, które zapłaciło za niego 12 tys. dolarów.

Jeszcze jeden wątek wymaga wyjaśnienia - skąd "wróżbita"? To proste. Test nazwano "predictor" czyli z angielskiego "wróżbita" właśnie. 

"The rabbit is dead"

Mamy już wróżbitę. Co zatem z królikiem? Stwierdzanie, czy kobieta jest ciężarna, było już od starożytności ważkim zagadnieniem. I już wtedy wiedziano, że to w moczu należy szukać odpowiedzi. Starożytne Egipcjanki jako prostego „indykatora” używały ziaren jęczmienia i pszenicy. Po oddaniu na nie moczu obserwowały czy nasiona zaczną kiełkować. Kiełkowanie wskazywało na ciążę – jeśli był to jęczmień, spodziewano się męskiego potomka, a pszenica dawała nadzieję na dziewczynkę. Co ciekawe, skuteczność tych prostych tekstów ciążowych wynosiła aż 70%! Wróćmy do królika. Jeszcze w XX w., w europejskich społeczeństwach, korzystano z instynktów zwierząt, by stwierdzić ciążę. Ciało kobiety wydziela wtedy hormony, które np. króliki miały wyczuwać. Popularne brytyjskie powiedzenie "The rabbit is dead" nawiązuje właśnie do tych nieco zabawnych, ale powszechnie stosowanych praktyk.

A teraz współcześnie

Dopiero od 60 lat potrafimy stwierdzić ciążę, posługując się próbką moczu. Dzięki tej wiedzy i udoskonaleniu produktu, współczesne testy ciążowe są niezwykle skuteczne i bardzo wygodne w użyciu. Teraz potrafimy precyzyjnie określić stężenie hormonu hCG, wiemy, z jakim odczynnikiem reaguje. Dzięki domowym testom ciążowym możemy nawet dość precyzyjnie określić czas zapłodnienia komórki. Historyczna perspektywa daje nam wyobrażenie o przewrocie, który również  w tej dziedzinie się dokonał. A jego matką była kobieta.

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar