Konkursy/

2013-10-11

KSIĄŻKA

Nie bójmy się miłości z sieci rozmowa z Katarzyną Gubałą

Tagi: książka
Nie bójmy się miłości z sieci
Udziewczyn.pl

Z Katarzyną Gubałą, autorką powieści miłosnej „Faceci z sieci” rozmawia Agnieszka Drążkiewicz z serwisu udziewczyn.pl









AD: Zdecydowała się pani napisać powieść dla kobiet. Dlaczego?


KG: Od zawsze fascynowały mnie kobiety, uczucia i miłość. To jak jesteśmy często inne od mężczyzn w swoim myśleniu, ile w nas wątpliwości, kompleksów, ale też emocji i wzruszeń. Kobiety potrafią docenić powieść miłosną, przeżywać emocje wraz z bohaterką, dopingować jej w sukcesach i w złych chwilach. Są wspaniałymi czytelniczkami.

AD: Jaka jest pani bohaterka?

KG: Karolina, która w sieci przyjmuje nick Szarlotka to taka właśnie współczesna kobieta. Ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Jest trochę komiczna w niektórych zachowaniach, ale która z nas nie ma fiksacji na jakimś punkcie? Wszystkie jesteśmy poniekąd zakręcone, nad czymś nie panujemy, na coś się wkurzamy, czymś zachwycamy. Karolina właśnie taka jest. Długo nie znalazła faceta, z którym mogłaby założyć rodzinę i ten fakt niezmiernie jej ciąży. Aż następuje przełomowy moment. Dochodzi do ściany i mówi sama do siebie – zrobię coś z tym, bo zwariuję, wezmę sprawy w swoje ręce, bo nikt za mnie ich nie weźmie. Takie momenty ma w życiu każda z nas. Kiedy czujemy, że coś się nam wali na głowę, to nie uciekamy, tylko walczymy. I Karolina właśnie taka jest. Walcząca współczesna Polka.

AD: Dlaczego Pani bohaterka szuka miłości przez internet?

KG: Bo to najwspanialsze miejsce. To tutaj swoje gniazdo mają najlepsi mężczyźni. Oczywiście trzeba ich znaleźć pomiędzy wariatami, szaleńcami, erotomanami i nieudacznikami, ale to już ma drugorzędne znaczenie. Oni tam są. Gdzie współcześnie kobieta ma szukać partnera? Na ulicy? Też jest to sposób! Podchodzić do każdego napotkanego faceta, oceniać zajętość po obecności lub braku obrączki na palcu i pytać: „Przepraszam, czy jest pan normalny, bo ja szukam tylko normalnego, zwykłego faceta”. Okey, jest to jakaś myśl. Ale prawda jest taka, że żadna z nas się na taki czyn nie odważy. Dlatego pozostaje internet. Tutaj o wiele łatwiej zapytać mailem faceta wprost: „A ty normalny jesteś?”. Jak nie odpowie, to jego strata. Jak nam odpowie, to już połowa sukcesu. Potem już tylko musimy tę jego „normalność” zweryfikować w realu i mamy chłopaka jak malowanie:)

AD: Dla kogo są „Faceci z sieci”?

KG: Dla każdej kobiety w wieku dowolnym i dla niektórych mężczyzn. Osobiście poznałam ostatnio pana, który na co dzień nie czyta książek, ale moją przeczytał i był zachwycony. Uważał, że opisani w książce faceci są dokładnie tacy, jak on i jego kumple. Jeśli natomiast chodzi o kobiety, to tutaj sprawa jest prostsza. Książka powinna spodobać się każdej pani, która lubi lekką i przyjemną literaturę. „Faceci z sieci” z założenia miało być zabawną opowieścią, wręcz naoczną relacją i zarazem pamiętnikiem bohaterki z eksperymentu na własnym ciele i umyśle, czyli randkowaniu w sieci. Każda czytająca powieści kobieta powinna znaleźć w tej książce coś dla siebie. To fajna lektura dla mądrych babek. Ale „Faceci z sieci” to także poradnik dla samotnych.

AD: No właśnie. To poradnik czy powieść?

KG: I jedno i drugie. Poradnik, a tak ściślej paraporadnik. Bo książka nie ma podstaw naukowych. To raczej podpowiedzi i materiał dopingujący dla kobiet, które nie mają partnera, a bardzo by pragnęły. Chciałam tą książką powiedzieć: hej, babki, do dzieła. Oni, ci fajni faceci, czekają na was. I pragną was, tak samo, jak wy ich. I też jakoś chcą się przełamać, i też nie wiedzą gdzie szukać, i też się wstydzą, boją i mają rozterki. Dlatego do dzieła. Weźmy sprawy w swoje ręce i szukajmy miłości. Ona jest nam pisana, tylko musimy wyciągnąć po nią rękę, a w przypadku internetu – sięgnąć po myszkę i zacząć klikać. Przestańmy się bać czy wstydzić i zacznijmy się kochać! Żyć oboje w szczęściu i zdrowiu. To naprawdę fajna sprawa.

AD: Czy łatwo napisać i wydać książkę? Rynek pełen jest ciekawych publikacji.

KG: To prawda. Uważam, że łatwiej jest napisać niż wydać. To pierwsze zawsze zależy od nas, to drugie prawie nigdy. W Polsce dopiero raczkuje cały system i narzędzia do self-publishingu i jak na razie mało autorów odważyło się samemu wydać swoje książki. Dlatego warto znaleźć dobre wydawnictwo, które nam w tym trudnym procesie pomoże. Aby kogoś przekonać do książki, trzeba wierzyć, że to dobry produkt. A to już połowa sukcesu. Mnie się udało znaleźć bardzo szybko Czarną Owcę, ale znam kilku twórców, którzy czekali na dzień wydania swojego dzieła całymi latami.

AD: Dziękuję za rozmowę.


KG. Dziękuję.




                           Zdj. Katarzyna Gubała



 

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar