Diky

2012-11-08

PLOTKI

POUKŁADANE ŻYCIE DARII W. Rozmowa z Darią Widawską

Jej życie zawodowe nabrało tempa od roli w serialu Magda M. W szczerej rozmowie z Iloną Adamską aktorka opowiada o swoich pasjach, początkach kariery teatralnej i filmowej, recepcie na udany związek, radości z macierzyństwa, emocjach ważnych w pracy i w domu, zwątpieniach i nadziejach. Zdradza też nam swoje kobiece słabostki. 














Co ciekawego ostatnio robiłaś?
- Nie umiem Ci odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem, bo robię masę ciekawych rzeczy. Spotykam się z ciekawymi ludźmi. Lubię sobie pogadać na fajne, interesujące tematy. Uwielbiam swoją pracę, którą uważam za arcyciekawą, choć wielu osobom może wydawać się nudna. Za ciekawe uważam zabawy z moim synem, bo jego horyzonty, poszerzające się w superhiper szybkim tempie, zadziwiają mnie. Uwielbiam także majsterkować. Ostatnio zbijałam stare skrzynie, które musiałam oszlifować.

Podobno jesteś pedantką?
- Jestem! Lubię mieć wszystko poukładane: w życiu, w swoim notesie, w pracy. Ale moim chłopakom to zbytnio nie przeszkadza.(śmiech)

Zawód aktora nie sprzyja ognisku domowemu. Tobie udaje się jednak pogodzić życie zawodowe z życiem prywatnym. Tajemnica sukcesu?
- Jest to dosyć trudne, bo każdy artysta, a w szczególności aktor funkcjonuje na przekazywaniu emocji, które musi w sobie wywołać, żeby wywołać je u widowni. Te emocje towarzyszą, chcąc nie chcąc, także mojemu życiu osobistemu, bo choć staram się odseparować życie zawodowe od życia prywatnego, to jednak czasami bywa z tym różnie. Przynoszę rolę, emocje (często te negatywne) do domu. Zdaję sobie sprawę, że mojemu mężowi bywa trudno, zwłaszcza przed premierą nowego spektaklu czy jakimiś ważnymi zdjęciami, ale na szczęście mam przy swoim boku wspaniałego mężczyznę i myślę, że w tym właśnie tkwi sekret mojego sukcesu. Idealnie dobrany partner.

Należysz do osób, które mają bardzo jasne, wyraziste poglądy i przekonania. Miewasz czasami rozterki, chwile zwątpienia? Zdarza Ci się wątpić w to, co robisz?
- Teraz już nie. Miałam jednak taki moment zaraz po ukończeniu szkoły teatralnej, kiedy wydawało mi się, że wszystkie drzwi stoją przede mną otworem. Że przetrwaliśmy szkołę, która była dla nas jakimś surwiwalem i nie sądziliśmy, że coś bardziej wymagającego może nam się przytrafić. Wydawało nam się, że jesteśmy fantastyczni, że świat należy do nas. I kiedy przekroczyłam bramy szkoły, popatrzyłam w prawo, popatrzyłam w lewo i nawet samochód nie przejechał. Pierwsze dwa lata były dla mnie okropne. Totalna posucha. Zagrałam wprawdzie w jednym spektaklu w Teatrze Prezentacje, ale poza tym nic innego się nie działo. Przegrywałam casting za castingiem. Dziś, patrząc na to wszystko z perspektywy czasu wiem, że te dwa lata to jeszcze żadna tragedia, gdyż wielu moich kolegów na swój debiut musiało czekać znacznie dłużej. Wtedy jednak było mi ciężko. Pamiętam do dziś te emocje. Zastanawiałam się wtedy, czy dobrze zrobiłam wybierając aktorstwo. Przestałam wierzyć w siebie, myślałam, że może faktycznie się do tego nie nadaję. Ale z drugiej strony myślałam sobie, że przecież nikt mi nie dał możliwości pokazania mojego warsztatu, udowodnienia tego, że świetnie sobie radzę na scenie. Moje życie zawodowe nabrało dopiero tempa dzięki roli w serialu Magda M.

Szczęście, czy raczej ciężka praca zdecydowały o tym, kim i w jakim miejscu teraz jesteś?
- Absolutnie szczęście. Zgadzam się z Bardinim, który powiedział, że o sukcesie w tym zawodzie decyduje 70 procent szczęścia, 20 procent ciężkiej pracy i 10 procent talentu. Trafiłam na odpowiednią osobę w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, która uwierzyła we mnie, zauważyła mój talent. Która dała szansę zupełnie nowej, nieznanej twarzy w świecie aktorskim. Aczkolwiek jestem również pracowita i bardzo ambitna. (śmiech)

Mówią, że ambicja bywa pułapką dla kobiet...
- Jest coś w tym. Zawsze coś na naszej ambicji musi ucierpieć, zazwyczaj życie domowe.

No ale Tobie przecież udało się pogodzić życie zawodowe z prywatnym?
- Dziś są zupełnie inne czasy. Kiedyś aktorki świadomie rezygnowały z macierzyństwa w imię sztuki, ale też sztuka była inna. W tej chwili sztuka zmieniła swoje znaczenie i to życie i prywatne i zawodowe stały się inne. Współczesne kobiety starają się łączyć te dwie sfery życia. Ja też się staram. Raz mi wychodzi lepiej, raz gorzej, ale muszę tu dodać, że ogromną pomoc mam ze strony mojego męża. Mam to szczęście, że wspólnie organizujemy nasze domowe życie. Żyjemy w czasach, kiedy patriarchat się wypalił. Dziś mężczyźni inaczej patrzą na kobiety. Dostrzegają nasze pragnienia.

Co jest źródłem Twojej życiowej siły?
- To jest najtrudniejsze pytanie, jakie zadają mi dziennikarze. Nie wiem. Choć po chwili zastanowienia powiem, że chyba praca. Jestem osobą, która ciągle coś robi. Która nie usiedzi w jednym miejscu dłużej niż na czas wypicia kawy, a już pod koniec jej picia zastanawiam się, co mam jeszcze dzisiaj zrobić. (śmiech)

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że starasz się, aby Twoje życie było kolorowe? Co to znaczy?
-  Staram się, by jak najmniej codziennej szarówki przenikało do mojego życia. Staram się spędzać jak najwięcej czasu ze swoimi facetami, podróżować z nimi. Po prostu nie nudzić się. Nienawidzę nudy. Wkurza mnie, gdy ludzie narzekają i mówią, że nie wiedzą, co mają dzisiaj robić. Jest przecież tyle fajnych miejsc do zobaczenia, tyle ciekawych muzeów do zwiedzenia, fantastycznych książek do przeczytania.

A czy masz jakieś kobiece słabostki?
- Tak, mam trzy słabostki: buty, torebki i okulary przeciwsłoneczne.

Czyli typowa kobieta...
- Jeśli chodzi o te sprawy to jak najbardziej. Różnica jest tylko taka, że ja wszystko kupuję bardzo szybko. Widzę w sklepie ładne buty, sprawdzam czy dobry rozmiar, przymierzam, płacę i idę dalej. Zakupów nienawidzę robić za długo. Dla mnie takie zakupowe szaleństwo po sklepach musi trwać do godziny. Inaczej czuję się zmęczona, mam wszystkiego dość i tylko chciałabym, żeby ktoś mnie zawiózł do domu, bo ja już nawet nie mam siły prowadzić samochodu.

Podobno grałaś też na fortepianie?
- I to w szkole muzycznej, przez dwanaście lat. To była bardzo poważna sprawa. Dwanaście lat grania na fortepianie to jest kilka tysięcy godzin poświęconych temu zajęciu. Ale jeżeli chodzi o fortepian, to miałam w swoim życiu różne etapy. I kochałam to i nienawidziłam, i czasem było mi to obojętne. Teraz natomiast bardzo to lubię. Bo nie muszę. I pragnę, aby fortepian znów pojawił się w moim domu. Myślę, że to kwestia czasu. Teraz gram tylko wtedy, gdy jestem u rodziców, w Gdyni. Ale niestety to już nie jest to samo, bo moje ręce się troszeczkę zastały. Oczywiście, umiem grać dalej, bo tego się nie zapomina jak pisania czy jeżdżenia samochodem, ale musiałabym popracować w tej chwili nad techniką.

Ulubiony kompozytor?
- Beethoven.

Najbardziej znienawidzony?
- Bach.

Dlaczego?
- Jest bardzo matematyczny. Bardzo trudny, najbardziej wyrafinowany.

Byłaś kochliwa?
- Oj, byłam bardzo kochliwa, bo moja pierwsza miłość dopadła mnie w wieku czterech lat. Miał na imię Paweł i był najprzystojniejszy w całym przedszkolu. Pamiętam go do dzisiaj. To była moja wielka miłość. A potem w podstawówce jakieś absurdalne miłostki. Ale nic mi jakoś szczególnie nie zapadło w pamięć. Za to Pawła pamiętam bardzo dobrze. Musiało to być bardzo duże wydarzenie w moim życiu. (śmiech) Później w liceum też się kochałam w jakichś chłopakach. Chociaż nawet trudno to nazwać kochaniem, raczej podobali mi się. Ale nie było to nic poważnego.

A dziewczęce miłostki do idoli?
- Długo się kochałam w Tomie Cruise.

To tak jak ja!!! (śmiech)
- Pamiętam, że na ścianie w moim pokoju wisiał wielki jego plakat. Ale tak poza tym, wracając jeszcze do wcześniejszego pytania, byłam zawsze przez otoczenie traktowana bardziej jako fajny kumpel. Taki, z którym można konie kraść, pojechać nad morze, powariować na koncercie. Zawsze jako kumpel. I zupełnie mi to nie przeszkadzało. Tyle rzeczy było dookoła mnie, że tak naprawdę na te miłości nie było za dużo czasu. Co innego mnie zajmowało.

A jak dziś, z mężem Michałem Jarosińskim, dbacie o swój związek?
- Słuchamy siebie nawzajem. Dużo rozmawiamy. Gdy coś nam nie pasuje, od razu o tym mówimy. Nie potrafię trzymać w sobie urazy, żalu. Muszę to z siebie wyrzucić. Poza tym, gdy widzimy, że oddalamy się od siebie z powodu natłoku pracy, mówimy: STOP i wyruszamy na wspólne wakacje, by spędzić razem czas.

Małżeństwo to sielanka?
- Małżeństwo to ciężka praca. Kobieta nie tylko musi dbać o dom, męża, dziecko, ale musi także dbać o siebie. Musi mieć czas, żeby pójść do fryzjera, na siłownię, kupić sobie seksowną bieliznę, żeby być ciekawą, atrakcyjną dla męża przez cały czas. Wiele kobiet po tym, jak wyjdzie za mąż zapomina o tym. Zaniedbuje siebie. Tak nie można!

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Glinka Agency
Źródło: www.ikmag.pl

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar